Władza, wiedza i empatiaThis is a featured page

Dzisiejsza sytuacja na odcinku opieki zdrowotnej przypominadowcip z czasów minionych, gdzie metaforyczni pasażerowie – władza reagowali rozmaicie na fakt, że pociąg nie jedzie. Aktualna relacja między władząi rzeczywistością za szybami pociągu jest identyczna, jak ta w czasach gierkowskich: zasłaniamy firanki i udajemy, że wszystko jest w porządku. Różnica polega li i jedynie na tym, że w tamtych czasach pokazywano w programach informacyjnych osiągnięcia metalurgii oraz oficjalne, jedynie słuszne uściski naszych przywódców z przywódcami bratnich krajów. Obecnie pokazujemy w programach informacyjnych serial pt: „Koalicja” na tle nieodpowiedzialnych matek, pijanych kierowców, pożarów, zatruć pokarmowych i zabitych pielgrzymów. To, co w wiadomościach nie jest o koalicji imituje rzeczywistość.
Ale nią nie jest.
Wraz z oddaleniem się polskich pielęgniarek spod Urzędu Rady ministrów urząd ten poczuł się zwolniony z zajmowania się służbą zdrowia, nauczycielami, nowelizacją kodeksu karnego, kondycją finansów państwa oraz z informowania demokratycznego społeczeństwa, co w tych sprawach Urząd robi, czy robi i do czego w ogólności zmierza.
W związku z tym czuję się w obowiązku poinformować opinię publiczną, że w kwestii opieki zdrowotnej pociąg jest wyklejony i się stacza. Cisza, która zapadła pod Urzędem Rady Ministrów po odejściu hałaśliwych pielęgniarek ukoiła nerwy urzędników, a sumień widać to oni ani nie mieli, ani nie mają.
A może nawet prywatnie i mają, ale chwilowo są one wydzierżawione Panu Premierowi i partii jego. To przeraża. Nie ma bowiem ciszy gorszej od ciszy milczących sumień.
I dlatego trzeba ją przerwać. Współczuję grupie pielgrzymów, którzy zginęli podczas wypadku we Francji lub zostali ranni. Ale jeśli oni zasługują, by ogłosić żałobę narodową, zaopatrzyć Ich rodziny i w ogóle : wspólnie się pochylić nad ich tragicznym losem, to czyż nie są godni żałoby narodowej Ci Ludzie, którzy codziennie w Polsce umierają na raka, a mogliby nie umierać?
Ilu ich jest? Rocznie pewnie kilkadziesiąt tysięcy, dziennie – kilkudziesięciu. Nie, nie mówię tu o wszystkich umierających na raka w Polsce rocznie, dziennie czy tygodniowo. Wszędzie na świecie ta okrutna choroba zabija ludzi. To nie byłby powód do narodowej żałoby. Mówię o tych, którzy nie byli kompetentnie leczeni, bo w Polsce jest za mało onkologów, o tych, którzy za późno zostali zoperowani, za późno poddani naświetlaniom, którzy nie dostali leków ratujących życie.
Takich chorych na raka, którzy umierają, choć mogliby jeszcze długo żyć jest dziennie kilkudziesięciu. Nikt nie obliczył ilu. A może ich wymyśliłam? Ano – niestety nie. Bardzo wielu pacjentów z nowotworem leczy się poza placówkami onkologicznymi, bo do tych placówek nie ma dostępu. Ich szanse na prawidłowe leczenie systemowe z tego właśnie powodu są nikłe. Na ogół kończy się na interwencji chirurgicznej. Badania histopatologiczne są trudno dostępne, a doświadczonych w tej dziedzinie lekarzy – jak na lekarstwo. Tymczasem bez prawidłowo zrobionego badania nie da się prawidłowo leczyć.
W radioterapii sytuacja się ostatnio nieco poprawiła, ale – raz jeszcze: tylko w ośrodkach specjalistycznych jest ona dostępna, a o środki specjalistyczne są przeciążone pracą. Im lepsze – tym bardziej. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do centrum Onkologii w Warszawie, ale proszę nie wchodzić wejściem głównym. Proszę wejść od strony, gdzie mieszczą się ambulatoria i rejestracja. Tłok, zdenerwowanie. Lekarze przyjmują dziennie 40 – 60 osób. Pracują ponad siły. Tyle osób się zgłasza. I wszyscy są zestresowani, chcą być przyjęci natychmiast. Boją się czy nie mają raka, boją się kiedy są chorzy, boją się, czy nie doszło do nawrotu choroby. Czekają i mają nie tylko poczucie straty czasu ale też sponiewierania.
Nie ma możliwości innego zorganizowania pracy. Brak pieniędzy na wynagrodzenie za pracę w systemie dwu zmianowym. Nie tylko dla lekarzy, sekretarek, pielęgniarek, ale także dla całego zaplecza diagnostycznego i zabiegowego, bez którego współczesna onkologia nie może być skuteczna. Wśród chorych na raka piersi, prawidłowe leczenie uzupełniające dostaje mniej więcej 20 – 30 % pacjentów. Jeśli ta liczba nie jest prawdziwa – proszę : dyskutujmy.
Sytuacja chorego jest nadto uzależniona od adresu. Na Śląsku na przykład jest lepszy dostęp do radioterapii, ale nie ma dostępu do chemioterapii, zwłaszcza do nowoczesnej. W mającym znakomite tradycje Instytucie Onkologii w Gliwicach nawet już się nikt nie stara starać, taką tam posiano skutecznie atmosferę totalnej niemożności. Na początku lipca Amazonki wspierane przez samorząd zorganizowały debatę z pytaniem w tytule: CZY ŚLĄSK TO DOBRY ADRES DLA CHORYCH NARAKA? No i wszyscy zgromadzeni: z Panią dyrektor śląskiego NFZ na czele doszli do wniosku, że to jest dramatycznie zły adres dla tych chorych. Więc napisano apel i wysłano go gdzie się da. I nic. Ani reakcji, ani odpowiedzi. Apel był dramatyczny. Oto fragment:
„Polska została nazwana na forum Parlamentu Europejskiego „onkologicznym wyrzutem sumienia Europy”. Urzędnicy odmawiając finansowania nowoczesnych metod leczenia argumentują: „Przecież nigdzie nie starcza na wszystko, dla wszystkich”. Ale między „nie starczaniem dla wszystkich”, a leczeniem jedynie bardzo niewielkiej grupki potrzebujących jest przepaść. Nasze nieliczne, ale doskonale przygotowane do wykonywania swojego zawodu środowisko lekarzy onkologów i pielęgniarek onkologicznych od lat prowadzi walkę o zmianę tego stanu rzeczy. Ośrodki onkologiczne chcąc działać zgodnie z prawem i zasadami etyki zadłużają się i ponoszą straty wynikające z leczenia wszystkich potrzebujących chorych. Tak nie musi być. Tak nie powinno być w czasach dynamicznego wzrostu dochodu narodowego.
Nie tylko w tych najbardziej rozwiniętych krajach świata, ale także na Węgrzech, w Czechach i Słowacji poziom leczenia onkologicznego jest od naszego nieporównywalnie wyższy. To znaczy, że w postkomunistycznym kraju w Europie środkowej jest to możliwe.
U nas trzeba by jednak zasadniczej zmiany w podejściu do finansowania onkologii.
Nie jest to wszak pierwszy onkologiczny APEL ŚLĄSKI. Środki wynegocjowane z Narodowym Funduszem Zdrowia na prowadzenie leczenia naszych pacjentów są tragicznie niewystarczające, co prowadzi do dramatycznego pogarszania się sytuacji Pacjentów, a też do poczucia braku należytej skuteczności bardzo ciężkiej, codziennej racy personelu medycznego. Sytuacja na Śląsku jest dramatycznie zła. Nie tylko na tle Europy, ale nawet na tle Polski, której sytuacja jest uważana w Europie za naganną.

ŚLĄSK TO ZŁY ADRES DLA CHORYCH NA RAKA”


Amazonki wysłały go do posłów i senatorów, prezydenta i premiera, ministra i prezesa NFZ. W liście do Pana Prezydenta i Jego Żony pisały:
„Wiedząc jak cenny jest Państwa czas – prosimy: niech Państwo przeczytają i wezmą sobie do serca nasz apel. Zeszłoroczny pozostał niestety bez echa. Sytuacja znacząco się pogorszyła i dalej pogarsza.
Śląsk walczył długo o swoją polskość. Dlaczego więc mamy być w naszej ojczyźnie pariasami, którzy w sami sobie są zostawianie w chwili, kiedy śmiertelna choroba czyni nas zależnymi od społecznego sumienia?
Ludzie boją się słowa RAK. A przecież to nie musi być wyrok, to może być tylko diagnoza.
Wystarczy chorobę tę leczyć w porę lekami o dowiedzionej skuteczności. To dużo kosztuje. Ale to nie są straty. Prawidłowe, nowoczesne leczenie onkologiczne przynosi zyski liczone latami dobrego, ludzkiego życia. Pokładamy nadzieję w tym, że Państwo nie dozwolicie, aby chorym ze Śląska i ich rodzinom odbierana była szansa, jaką niesie ze sobą godziwe leczenie. Życzymy wielu lat dobrego zdrowia.”
Wysłały ten list także do marszałka sejmu – pana Ludwika Dorna z prośbą o odczytanie go Wysokiej Izbie, ale Pan Marszałek nie uważał za stosowne by spełnić tę prośbę. Więc też i nic się nie zmieniło. Codziennie umiera niepotrzebnie kilkadziesiąt osób. Nikt nie ogłasza żałoby narodowej.
I dlatego nie wierzę, że Pan Prezydent ma jakąkolwiek skłonność do pochylania się nad ludzkim nieszczęściem. Uważam, że śmierć nieszczęsnych pielgrzymów była jedynie poręcznym pretekstem do okazania wielkoduszności. I zaaranżowania spektaklu solidarności społecznej. Ani współczucia, ani solidarności z cierpiącymi ni zaznały śląskie Amazonki. Nie wołały we własnym interesie. Wołały w interesie aktualnie chorujących. Tych, których można uratować. Ale się tego nie czyni. Na śląskim spotkaniu nie było ani prezesa NFZ, mimo że obiecał, ani dyrektora Gliwickiego Centrum Onkologii – choć on przynajmniej przysłał list, ani specjalisty wojewódzkiego do spraw onkologii klinicznej. Byli lekarze i dyrektorzy ośrodków ze Śląska, byli onkolodzy z innych rejonów.
To dobrze odzwierciedla sytuację. Lekarze upominający się zbyt natrętnie o leki są natychmiast stawiani w stan oskarżenia o działanie w interesie koncernów farmaceutycznych, które te leki produkują. Bezpiecznie jest siedzieć cicho i zwalać winę na innych.
I tu dochodzimy do kwestii, które się dzieją w ponad polskim i w ogóle – ponad lokalnym wymiarze. Kiedy koszty opieki zdrowotnej rosną zaczyna sprawy związane z jej organizacją przenikać ideologia biznesu. Wiele państw odstępuje od modelu postępowania opiekuńczego. Na dłuższą metę prowadzi to do zastępowania profesorów medycyny na stanowiskach dyrektorów dyrektorami jako takimi. Mogą sobie nawet mieć profesorskie tytuły, ale mają być dyrektorami. Co za tym idzie? Ano zmienia się język, co oznacza zmianę sposobu myślenia. Mówiąc prościej: urzędniczy żargon zastępuje głębsze przemyślenia i jak mówił w swoim dramatycznym wykładzie w 2002 roku na forum Europejskiej Federacji Medycyny Wewnętrznej profesor Theodore Marmor: „ Miernota staje się cechą zarządzania opieką zdrowotną. Jakość jest wypierana przez troskę o ilość, skuteczność ustępuje pola wydajności, uczciwy, lekarski profesjonalizm jest traktowany jak posłannictwo. Morale ulega załamaniu, cynizm stał się powszedni”.” Tu z satysfakcją należy stwierdzić, że wykład ten w całkowitym odróżnieniu od apelu śląskich Amazonek wywołał znaczącą dyskusję wśród lekarzy na całym świecie i doprowadził do powstania
Karty fundamentalnych zasad i obowiązków zawodowych lekarzy. Już pierwsza publikacja projektu karty w The Lancet sprawiła, że lekarze na całym świecie poczęli eksponować wartości odrzucane czy lekceważone przez polityków, księgowych i prawników. Co więcej : najpoważniejsze towarzystwa lekarskie zwracały uwagę swoich członków na konieczność eliminowania możliwości manipulowania lekarzami przez te środowiska w sposób zgodny z ich interesem grupowym. Europejska Federacja Medycyny Wewnętrznej, Amerykańskie Kolegium Lekarzy i Amerykańska Rada Medycyny Wewnętrznej podjęły konsekwentną współpracę, co zaowocowało ustanowieniem jasnych i jednoznacznych zasad postępowania, którymi mogą i powinni kierować się lekarze w obronie interesów pacjenta i to zarówno w trakcie leczenia jak mi w ogóle – w życiu społecznym.
Karta ma dziś fundamentalne znaczenie . Lekarze – w tym niewątpliwie także polscy lekarze nie mogą liczyć na to, że politycy zajmujący się problemami zdrowia będą ich rzecznikami. Milczące założenie, że istnieje społeczne poparcie dla ludzi profesjonalnie zabiegających o dobro pacjentów jest założeniem nieprawdziwym. Tegoroczny polski strajk lekarzy i pielęgniarek przekonuje o tym wystarczająco. Konieczna jest publiczna debata inspirowana przez te środowiska. Debata, w której zostaną zaprezentowane warunki, które społeczeństwo musi spełnić, by jego chorzy i często przy tym – zubożali obywatele mogli się czuć bezpieczni.
Zgodnie z normami Karty każdy lekarz winien czuć się zobowiązany do tego, by nie pozwolić na lekceważenie głosu swojego środowiska. To nie dziennikarz, nie pacjent, nie polityk , ale właśnie lekarz jest zobowiązany do zabieganie o dobro pacjenta wbrew wszelkim administracyjnym naciskom.
Jak długo? Jak długo jest lekarzem. Jak zawzięcie? To zależy od poziomu jego zawodowego profesjonalizmu. Niech to ostatnie zdanie nikogo nie zdziwi. Profesjonalizm lekarski nie jest rzemiosłem. Jest on podstawą umowy między lekarzem i całym społeczeństwem. Realizacja tej umowy wymaga, żeby interes pacjenta stawiać wyżej niż własny a przy tym utrzymać wysoki poziom kompetencji i sprawności zawodowej. Stąd walka o pensje! To jest walka lekarzy o możliwość wywiązywania się ze swoich podstawowych obowiązków.
W skali społecznej zabieganie o status lekarza – szacunek dla zawodu i dobre warunki jego wykonywania to jest codzienny obowiązek każdego przedstawiciela tego zawodu. Kontrakt lekarza ze społecznością opiera się na publicznym zaufaniu do lekarzy. To zaufanie zależy od prawości każdego lekarza i od prawości całej grupy zawodowej. Dlatego też dbając o system opieki zdrowotnej trzeba się czynnie starać o eliminowanie dyskryminacji z jednej strony i tolerowania protekcji z drugiej. Empatia lekarza jest gwarancją dobra pacjentów poszczególnych. Dziś to jednak nie wystarczy. I dlatego istnieje potrzeba działań wspólnych całej grupy zawodowej. Nie wolno dziś nie mówić o opiece zdrowotnej w Polsce. Każdy lekarz. Wszyscy lekarze. A przynajmniej - jak najwięcej.
Nie jest moją intencją nawoływanie, buntowanie, wzywanie do czynu.
Byłam w lipcu w Katowicach. Zapamiętałam ten apel:
Chorzy na raka umierają w cierpieniu i w ciszy. Nie organizują protestów.
Dlatego my - odpowiedzialni, życzliwi i współczujący obywatele przemawiamy w ich imieniu.

Decyzja o stworzeniu właściwego systemu finansowania współczesnych metod rozpoznawania i leczenia nowotworów w całej Polsce ma wymiar wielkiej odpowiedzialności politycznej i obywatelskiej. Ma też wymiar moralny. Uczestnicy dzisiejszej debaty podejmują zobowiązanie, iż każdy z nas w dostępny dla niego sposób będzie działał na rzecz zapewnienia środków, które pozwolą tu – na Śląsku leczyć choroby nowotworowe skutecznie i adekwatnie do postępu wiedzy medycznej."
Nie umiem leczyć. Pozostaje mi obowiązek pisania.
Barbara Czerska





















bogmis
bogmis
Latest page update: made by bogmis , Aug 6 2007, 3:38 PM EDT (about this update About This Update bogmis Edited by bogmis

1991 words added

view changes

- complete history)
Keyword tags: None
More Info: links to this page
There are no threads for this page.  Be the first to start a new thread.