Ponownie o ordynacjiThis is a featured page

Opowiadam się za ordynacją proporcjonalną. Uważam wprowadzenie w chwili obecnej ordynacji większościowej za rzecz szkodliwą dla polskiej demokracji.

Zwolennicy ordynacji większościowej albo nie potrafią dostrzec niebezpieczeństw związanych z proponowanymi przez nich rozwiązaniami, albo widzą te zagrożenia, jednak tak się składa, że to, co stanowi niebezpieczeństwo dla ciągle jeszcze młodej polskiej demokracji, w krótkiej perspektywie czasu jest dobre dla interesów reprezentowanych przez nich partii politycznych.


W forsowanych rozwiązaniach są wyjątkowo krótkowzroczni. Ordynacja większościowa, która prawdopodobnie spowoduje wzrost liczby posłów i senatorów pochodzących z ich partii, jutro może obrócić się nie tylko przeciwko nim ale przede wszystkim przeciwko świeżej, nieukształtowanej i ciągle jeszcze nieodpornej na demagogię rodzimej demokracji.
Demokracja ta ma dopiero kilkanaście lat i porównywanie jej do rozwiniętych demokracji zachodnich z ich okrzepłymi systemami parlamentarnymi, tradycyjnym mocno osadzonym w aktach normatywnych podziałem władzy ale przede wszystkim ze świadomością demokratyczną i obywatelską tamtych społeczeństw ukształtowaną przez wieki historii oraz rozwijające się równolegle stosunki gospodarcze i własnościowe nie ma jakiegokolwiek sensu.

Dlatego też apele o wprowadzenie ordynacji większościowej, wspierane przykładem tamtych systemów przedstawicielskich, są błędem.
Dzisiaj musimy na pierwszym miejscu postawić rozwój i ugruntowywanie rodzimych struktur demokratycznych oraz rozbudzanie w polskim społeczeństwie świadomości, obyczajów i nawyków tak demokratycznych, jak też samorządowych i obywatelskich . Większościowa ordynacja wyborcza, na tym etapie naszej historii, w żadnym razie takiemu procesowi i takim dążeniom nie służy.

Twierdzę, że przy obecnej kulturze politycznej, nawykach i zainteresowaniach wyborczych, ordynacja proporcjonalna bez porównania lepiej służy rozwojowi demokracji polskiej aniżeli ordynacja większościowa. Ponieważ jednak na pierwszy rzut oka ordynacja większościowa sprawia wrażenie bardziej demokratycznej, popieram tezę, że jej uporczywe i bezkrytyczne lansowanie jest wielkim oszustwem. Jednym z podstawowych i najważniejszych filarów systemu demokratycznego jest instytucja partii politycznej.

Twierdzę, że tu i teraz, w porównaniu do ordynacji proporcjonalnej, ordynacja większościowa osłabi partie polityczne, ich znaczenie, możliwości promowania kandydatów oraz osłabi ich glos w kształtowaniu spraw państwowych. Mówiąc krótko, w systemie demokratycznym bez silnych partii nie ma demokracji, zaś tworzy się anarchia, która rodzi silne pokusy rządów autorytarnych oraz stwarza pole do mniej lub bardziej śmiałych działań, dających pole dla pełzającej korupcji.

Argument, że ordynacja większościowa promuje, w ramach danego okręgu wyborczego ludzi najlepszych nie wytrzymuje jakiejkolwiek krytyki. Istotą systemu parlamentarnego jest promowanie nie najlepszych ludzi ale najlepszych kandydatów. Kandydat do organów przedstawicielskich to co innego niż osoba popularna i szanowana w danym wyborczym okręgu. Aby organy przedstawicielskie mogły działać sprawnie ale przede wszystkim, aby mogły działać kompetentnie, muszą składać się z kompetentnych parlamentarzystów.

W żadnym razie nie przemawia do mnie argument, że wyborcy z danego okręgu wyborczego szybciej i skuteczniej wypromują kandydata kompetentnego aniżeli dokona tego partia polityczna. Mówiąc językiem prostym, w przypadku kampanii wyborczej, pod rządami ordynacji większościowej, spodziewam się raczej serii masowych i medialnych spektakli i show a nie kompetentnej merytorycznej dyskusji o sprawach skomplikowanych, do czego potrzebne jest przecież rzeczywiste zaangażowanie i skupienie wyborców.

Wstęp do takiej dyskusji, którą można potem przenieść na grunt kampanii wyborczej widzę natomiast w strukturach partii politycznych, desygnujących kandydatów do parlamentu.

Mówiąc raz jeszcze językiem prostym: każdy zgodzi się chyba, że nie potrzebujemy parlamentarzystów li tylko o wielkiej sile przebicia, medialnych, elokwentnych i popularnych ale przede wszystkim - a zwłaszcza obserwując prace parlamentu obecnej kadencji - potrzebujemy reprezentantów kompetentnych, wykształconych i inteligentnych , obdarzonych nie tylko ambicjami gwiazdorskimi i bezzasadnym uporem ale przede wszystkim wolą i zdolnościami do konstruowania korzystnych dla społeczeństwa programów i zawierania pożytecznych kompromisów. Praca w partii politycznej uczy a przynajmniej powinna uczyć tych umiejętności.

Parlament nie może być zbiorem indywidualności znanych i popularnych w skali kraju czy regionu, a jeżeli już, to tylko wtedy, kiedy indywidualności te działają w ramach pewnej szerokiej wizji i gruntownie opracowanego programu, który nie powstał na doraźny użytek kampanii wyborczej takiego czy innego kandydata do parlamentu ale jest wizytówką i esencją danej politycznej organizacji, zwłaszcza politycznej partii - instytucji, która stanowi istotę demokratycznego ustroju politycznego.
I wreszcie kwestia, od której nie można i nie ma sensu uciekać – pieniądze. Na obecnym etapie rozwoju polskiej demokracji ordynacja większościowa w porównaniu z ordynacją proporcjonalną nadaje elementowi finansowemu bez porównania większe znaczenie.

Twierdzę, że ordynacja większościowa promować będzie kandydatów, którzy będą dysponować większymi środkami materialnymi niż ich kontrkandydaci. I nie chodzi tu o działania pozaprawne. W ramach niemal każdego, wręcz idealnego systemu prawnego, i w ramach działań całkowicie zgodnych z dobrymi obyczajami politycznymi i wyborczymi, przy ordynacji większościowej jest to przewaga decydująca. Natomiast nie ma jakiejkolwiek gwarancji, że za przewagą taką podąża przewaga intelektualna, kompetencyjna, programowa, to wszystko co, jak uważam, może być w sposób naturalny zweryfikowane w długotrwałym procesie działania kandydata w ramach partii politycznej bądź przez tę partię docenione u osoby publicznej nie należącej do partii.

Nie chcę wracać tu do gorszących przypadków opisywanych często w prasie przy okazji wyborów samorządowych, kiedy to dany kandydat kupował głosy wyborców na przykład za butelkę wódki. Oczywiście w żadnym razie nie twierdzę, że rodzima ordynacja większościowa musi być naznaczona piętnem butelki wódki i gorącej kiełbaski wyborczej ale taka pokusa w zupełnie innych bardziej wysublimowanych i bardziej eleganckich obszarach zawsze istnieje i w przypadku naszej cały czas jeszcze niewykorzenionej złej tradycji stwarza niebezpieczeństwo ośmieszenia czy po prostu zaprzeczenia demokracji.


Zatrzymajmy się zresztą nad chwilę nad funkcjonującym systemem wyborów samorządowych. Tutaj kandydaci w jakimś stopniu spełniają owo magiczne kryterium bliskości z wyborcami ale czy w tym obszarze życia publicznego naprawdę wiedzie się dużo lepiej ?
To co powiem teraz, jest doświadczeniem bardzo osobistym. Zawsze, a zwłaszcza po doświadczeniach obecnego polskiego parlamentu, marzyłem o parlamencie składającym się niemal wyłącznie z ludzi inteligentnych, wykształconych i kompetentnych.

Niby to proste i oczywiste, ale jak to zrobić? Wiele razy, towarzysko, roztrząsałem to zagadnienie i z uporem lansowałem pogląd, że trzeba wprowadzić nieformalny cenzus wykształcenia. Po kilku znamiennych i otrzeźwiających precedensach zgodziłem się już na poziom zdanej matury (oczywiście obecny minister edukacji postawił mnie przed dramatyczną próbą).
Ten rodzaj cenzusu to pole do dyskusji.

Nie może być bowiem tak, że parlament jest jedynym miejscem w przestrzeni publicznej, gdzie w ogóle czy prawie w ogóle nie liczy się wykształcenie i kwalifikacje. Wszędzie są one konieczne, zaś tylko parlamentarzystą zostać może niemal każdy. I tu, gdzie decydują się najbardziej podstawowe, najbardziej żywotne dla obywateli i dla kraju kwestie, wykształcenie nie ma prawie żadnego znaczenia?

Ktoś powie, że atakuję demokrację w jej najbardziej fundamentalnych zasadach? Że lansuję rodzaj dyktatury „wykształciuchów”, swoistą „wykształciuchokrację ”. Tak, wiem, że narażam się na taki atak, ale coś z tym trzeba jednak zrobić. Właśnie w najbardziej żywotnym interesie tejże demokracji. I właśnie w moim najgłębszym przekonaniu ordynacja większościowa ten bardzo zły, pod tym względem, stan polskiego parlamentaryzmu jeszcze bardziej pogorszy. Przecież nie trzeba specjalnie rozwiniętej wyobraźni, aby przewidzieć, że wykształcenie, kompetencje i inteligencja kandydata do parlamentu, nie będzie w ramach prowadzonej przez niego i jego środowisko kampanii wyborczej, jednym z najważniejszych elementów promujących jego sylwetkę.

Może nie będzie tak wszędzie i może nie w każdym przypadku, ale nie wiedzę tu żadnej dodatniej korelacji pomiędzy popularnością kandydata w środowisku lokalnym a jego kompetencjami parlamentarnymi i wykształceniem . Widzę natomiast taką korelację pomiędzy popularnością i przebojowością, parciem wszelkimi sposobami do kariery, bezkompromisowością w nie zawsze dobrym znaczeniu tego słowa oraz możliwościami finansowymi i tendencjami do reprezentowania lokalnych głownie interesów, nie zawsze zgodnych z potrzebami i interesami kraju.

Tak, to prawda: tymi posłami i senatorami łatwiej będzie manipulować.
To może się za ileś lat zmienić, ale dzisiaj tak to wygląda, i w takich warunkach musimy pomiędzy ordynacją większościową i proporcjonalną wybierać. Dlatego dla mnie w chwili obecnej głos za ordynacją proporcjonalną nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Na koniec jeszcze słów parę o takim rozwiązaniu, w którym partia, która zdobyła największą liczbę miejsc automatycznie dostaje 50% plus jedno miejsce, a pozostałe miejsca są dzielone proporcjonalnie między pozostałe ugrupowania.

Ten pomysł, to rezultat kompletnego niezrozumienia istoty władz: przedstawicielskiej i wykonawczej. Przecież wcale nie musimy stawać w pół drogi. Niechże więc lider zwycięskiej partii przejmie jednoosobowo pełnię władzy a parlament po prostu się zlikwiduje. Sprawność rządzenia prawdopodobnie nic na tym zyska, jeśli trafimy na „domorosłego zapoznanego geniusza” to pewnie jeszcze na tym straci a po demokracji zostaną już tylko wspomnienia.
Istotą rozwiniętego ustroju demokratycznego jest podział władzy.

Władza przedstawicielska nie jest tożsama z władzą wykonawczą. Kto o tym nie pamięta lub nie wie, nie rozumie istoty demokracji. W ramach demokracji, w organach przedstawicielskich esencją działania jest dialog, perswazja, argumenty i kompromis . Jest nią też, przy zachowaniu kompetencji parlamentarzystów, reprezentatywność interesów jak najszerszych kręgów obywateli .Dlatego odrzucam pomysł 50% plus 1.

I stąd też mój głos ma propozycja, sugerująca refleksję, czy nie warto by powrócić do zniesienia progu wyborczego. Może pozostawiłbym taki próg z czysto technicznych i pragmatycznych przesłanek na jakimś symbolicznym poziomie ale wykonałbym odważny krok w tym słusznym kierunku.

Zyska dialog, poszukiwanie konsensusów i kompromisów. Znaczenia większego nabierze pojęcie debaty politycznej. Zyska zaangażowanie i aktywność polityczna obywateli. Zyska, będąca w polskim życiu politycznym od pewnego czasu w niełasce, demokracja.

Robert Drachal



bogmis
bogmis
Latest page update: made by bogmis , Aug 6 2007, 8:59 AM EDT (about this update About This Update bogmis Edited by bogmis


view changes

- complete history)
Keyword tags: None
More Info: links to this page
There are no threads for this page.  Be the first to start a new thread.