Ostatni rozdział rewolucji moralnej This is a featured page

Na początku było słowo. Słowo Michała Kamińskiego, który zaprezentował się jako Prezydent Lech Kaczyński Bis i pozostaje nim do dziś.

W słowie na pierwszą niedzielę po wyborach, Michał Kamiński oświadczył, że wyczekiwanego przez naród orędzia pana prezydenta na razie nie będzie. Stan „na razie” u zszokowanego wynikiem wyborów pana prezydenta trwa do dziś.

W kazaniu wyjaśniającym treść milczenia najwyżej postawionej osoby w państwie, jej rzecznik oświadczył, że osoba ta czuje się obrażona przez osobnika podwórkowego pochodzenia, o knajackim usposobieniu i chamskim słownictwie, którego ugrupowanie wygrało wybory i które – dodajmy - poparła większość wyborców. „Większość” okazała się wkrótce pojęciem mylącym. Wykładnię owej „większości” zaprezentował w Parlamencie przewodniczący klubu poselskiego Prawa i Sprawiedliwości poseł Marek Kuchciński. Z jego wykładu z trybuny sejmowej jasno wynikło, że wskazana przez Państwową Komisję Wyborczą większość jest w rzeczywistości mniejszością, a mniejszość większością. To oczywista oczywistość. Dogmatów się nie objaśnia, dogmaty trzeba z należytą pokorą przyjąć.

Obraza władzy przez zwycięską partię, a przede wszystkim przez wyborców poskutkowała dalszymi wydarzeniami. Oto niektóre w nich:

Gratulacji dla zwycięzców nie było i nie będzie. To też oczywista oczywistość. Desygnacja Donalda Tuska na premiera odbyła się w pałacowej poczekalni, trwała 23 sekundy, a desygnowany nie został zaszczycony ze strony głowy państwa ani jednym słowem. W ten sposób, wyborcy, którzy głosowali na Platformę Obywatelską dostali eleganckiego kopniaka.
Zanim jednak desygnacja się odbyła, pana prezydenta aż świerzbiły ręce, aby współuczestniczyć w układaniu listy członków przyszłego gabinetu. A przede wszystkim, określić, kto może być w rządzie Donalda Tuska Anną Fotygą. Anną Fotygą nie mógł na pewno zostać Radosław Sikorski, z tego względu, że przeszłość Radosława Sikorskiego kryje porażającą tajemnicę. Jaką? Tak porażającą, że pan prezydent nie mógł jej wyjawić Donaldowi Tuskowi, gdyż –nie posiadając odpowiedniego certyfikatu- Donald Tusk mógłby ją wypaplać byle komu, choćby opinii publicznej. Z dalszego przebiegu konsultacji należy wnioskować, że tajemnica ta była tak porażająca, iż pan prezydent nie wyznał jej nawet przed samym sobą.

W prezencie dla swojego następcy, minister obrony narodowej Aleksander Szczygło, mianował ulubieńca radiomaryjnego audytorium Antoniego Macierewicza podsekretarzem stanu w MON. Antoni Macierewicz tak się z tej nominacji ucieszył, że postanowił uczcić ją, w dniu zaprzysiężenia nowego rządu, podróżą samolotem rządowym do Afganistanu. Uniemożliwienie mu, tuż przed startem samolotu, tej podróży przez nowego szefa resortu Bogdana Klicha można uznać za działanie wbrew interesom NATO, bowiem pojawienie się w Afganistanie krwawego Antka mogłoby przepędzić talibów z tego kraju raz na zawsze.

Kontynuator dzieła likwidacji WSI podjętego przez Antoniego Macierewicza Jan Olszewski polecił przewieźć akta tych służb z ich dotychczasowej siedziby do pomieszczeń udzielonych przez kancelarię prezydenta. Operacja odbyła się według sprawdzonego kanonu filmów akcji, w tajemnicy, nieoznakowanymi samochodami, pod osłoną nocy.

Przekazanie gabinetów nowym ministrom przez ich odchodzących poprzedników bezlitośnie odsłoniło charaktery tych ostatnich. Ministrowie – mięczaki oddawali bez protestu biurka, fotele i urzędowe akta, niektórzy nawet wręczali swoim następcom okolicznościowe gadżety. Co innego twardziele: minister Anna Fotyga udała się do fryzjera, a minister Zbigniew Religa wyjechał na ryby. Akurat na dzień przekazania władzy, minister Zbigniew Ziobro zamówił do swojego dotychczasowego gabinetu ekipę remontową, nic więc dziwnego, że nie mógł w nim powitać swojego zastępcy.

Tego samego dnia, prominentna postać Prawa i Sprawiedliwości Joachim Brudziński wystąpił w Radiu Maryja, gdzie poproszony przez ojca redaktora o ocenę nowego rządu powiedział autorytatywnie: rząd hucpy.

Wicepremier ustępującego rządu Przemysław Edgar Gosiewski wręczył nowemu premierowi zapowiadany szumnie wcześniej list od byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego. List zawierał trzy zdania. Na napisanie dłuższego przesłania prezes Prawa i Sprawiedliwości nie mógł sobie pozwolić, gdyż był właśnie zajęty rozdzielaniem kopniaków swoim kolegom: Pawłowi Zalewskiemu, Kazimierzowi Michałowi Ujazdowskiemu i Ludwikowi Dornowi. Całej hołocie, buntującej się przeciwko sposobowi jego rządów w partii, pogroził w jednym ze swoich ostatnich prasowych wywiadów: „Jeszcze będę premierem”.

Tak się kończy ostatni, miejmy nadzieję, rozdział rewolucji moralnej. U Szekspira, walka o władzę przybierała postać dramatu. U braci Kaczyńskich – kiepskiej farsy.

Danuta Drzewińska


bogmis
bogmis
Latest page update: made by bogmis , Nov 20 2007, 5:01 AM EST (about this update About This Update bogmis Edited by bogmis

2 words added

view changes

- complete history)
Keyword tags: None
More Info: links to this page
There are no threads for this page.  Be the first to start a new thread.