Jaka ordynacja?This is a featured page

Nina Kraśko

Kogo i jak wybierać?


Pojawia się coraz więcej głosów na temat konieczności wyborów (jak mówi premier Jarosław Kaczyński, wybory będą najwcześniej za dwa, najpóźniej za dwa lata), przy okazji toczy się dyskusja o tym kogo, a przede wszystkim jak wybierać.

Propozycje zmian są dwie: ordynacja większościowa zamiast proporcjonalnej i „zwycięzca bierze wszystko”, czyli partia która zajęła pierwsze miejsce z zasady ma większość w Sejmie, a reszta partii dzieli się pozostałą liczbą miejsc. Pierwsza propozycja na pewno wymaga zmiany Konstytucji, propozycja druga być może nie (bo jakąś proporcjonalność zachowuje – zapewne jednak musiałby się wypowiedzieć Trybunał Konstytucyjny, czy taka ułomna proporcjonalność nie narusza Konstytucji RP). Każda wymaga zmiany ordynacji.

Za wyborami większościowymi optuje m.in. Platforma Obywatelska, a także wiele stowarzyszeń, powołanych przez zwolenników takiego rozwiązania. Teraz lansuje je „Rzeczpospolita” i podobno 75% społeczeństwa (jak podaje ten dziennik).

Jako zalety tej ordynacji wyborczej najczęściej podkreśla się, że ludzie będą wybierali osoby, a nie partie. Teraz często „lokomotywa” partyjna ciągnie za sobą wagoniki, które po-piera kilkadziesiąt osób (kandydat z rodziną). Nie wchodzą natomiast osoby z innych list, nawet jeśli dostaną więcej głosów.

Zwolennicy wyborów większościowych twierdzą, że przewaga takiego rozwiązania jest bezdyskusyjna. Po pierwsze dlatego, że wyborcy wiedzą czego mogą od swoich wybrańców oczekiwać, po drugie – można ich kontrolować, a jeżeli nie spełniają naszych oczekiwań, to ich odwołać.

Na pierwszy rzut argumenty są racjonalne. W każdym okręgu zwyciężą najlepsi... My ich znamy i będziemy ich co najmniej obserwować, a także krytykować. Oni będą nas reprezentowali, bo będą się bali, że ich odwołamy.

Jest to wielkie oszustwo i chciałabym zwrócić na to uwagę naszych członków i zwolenników.

Nieprawda, że wybrani przy ordynacji większościowej posłowie będą mniej zależni od kierownictwa partii niż to było dotychczas, czy będą bardziej samodzielni i będą bardziej li-czyć się z wyborcami. Wręcz odwrotnie. Tymi posłami łatwiej będzie manipulować, bo nie będą mieli oparcia w swojej partii.

Przy ordynacji większościowej, to (w większości) partie będą zgłaszały kandydatów i prowadziły kampanie ich wyborcze. Jeśli kandydaci będą miejscowi, to być może będą znani na danym terenie. Ale nawet w małych miejscowościach w których „wszyscy wszystkich znają” – rzadko można przewidzieć, czy kandydat (nawet jeśli będzie to dobry lekarz, nauczyciel czy pracownik banku) będzie dobrym posłem. I zupełnie nie wiadomo za jakim będzie programem będzie się opowiadał, jakie ustawy będzie popierał. A co ma zrobić wyborca z dużych miast! Szczególnie jeśli nie jest fanem wyborów i nie będzie miał chęci lub czasu na uczęszczanie na wszystkie spotkania z kandydatami. Zresztą zwykle spotkania z wyborcami organizują partie polityczne. Możliwość prowadzenia kampanii przez osoby nie należące do partii są bardzo małe, a perspektywa przebicia się do opinii społecznej jest minimalna. I nie warto podawać przykładów prezydentów Wrocławia czy Gdyni. W każdym z tych miast chodzi o ludzi, którzy pokazali się wcześniej i za którymi wcześniej stały partie polityczne.

I jeszcze jedno! Możliwość odwołania posła, który postępuje niezgodnie z naszymi oczekiwaniami jest mrzonką. Proszę sobie wyobrazić, że ani razu nie udało się odwołać rady miasta, czy radnego. Niektórzy nawet siedzieli w wiezieniu i też nie udało się ich odwołać. W przypadku np. prezydenta Gorzowa Wielkopolskiego Tadeusza Jędrzejczaka, okazało się, że słusznie, bo człowiek był niewinny i został po raz drugi wybrany na to samo stanowisko już w pierwszej turze. I można byłoby cieszyć się, że ludzie tacy mądrzy, że wierzyli wybranym reprezentantom. Ale faktycznie przyczyną niepowodzenia była niska frekwencja, czyli w większości wypadków brak zainteresowania.
Drugie rozwiązanie, zgodnie z którym partia, która zdobyła największą liczbę miejsc automatycznie dostaje 50% plus jedno miejsce, a pozostałe miejsca są dzielone się proporcjonalnie między pozostałymi ugrupowaniami. W ten sposób jedna partia będzie mogła realizować swój program, a później można będzie ją rozliczyć. Takie rozwiązanie proponował najpierw Jarosław Kaczyński w czasie, kiedy po raz pierwszy wyrzucił z rządu Andrzeja Leppera. Jego głos był zrozumiały, bo w tej kadencji zwycięzcą byłoby Prawo i Sprawiedliwość.

Na Prawo i Sprawiedliwość oddało swój głos 26.99% wyborców (3 185 714 głosów), 24.14% (2 849 259) na Platformę Obywatelską (przy 40% frekwencji). Nawet w takiej sytuacji Prawo i Sprawiedliwość uznało, że wygrało całe wybory i ma upoważnienie do pełnego realizowania swojego programu, zmiany wszystkiego w naszym kraju. A jak postępowałby Jarosław Kaczyński gdyby tak miał większość w Sejmie?

Koncepcja blokowania list miała zapewnić rządzenie z koalicjantami, których sobie podporządkował. Teraz ta koncepcja też rozsypuje się. Pozostaje tylko wchłonąć partie koalicyjne. W przyszłych wyborach najwięcej głosów może mieć Platforma Obywatelska. Czy tym można tłumaczyć poparcie tej koncepcji przez Grzegorza Miecugowa (29 lipca 2007 r. w Radiu TOK FM)? Mam wrażenie, że po prostu nie przemyślał konsekwencji takiego rozwiązania.

Obecna ordynacja była nieźle pomyślana. Wybiera się bowiem listę i osobę z listy. Nie zawsze są to osoby z pierwszymi numerami. Ci, którzy są znani dostają się do parlamentu, pod warunkiem, że dostanie się ugrupowanie z którego startują. Wiele kandydatów, mimo że głosowało na nich bardzo wiele osób pozostają poza parlamentem. Może z tym można byłoby coś zrobić. Może należałoby wrócić do rozwiązania z pierwszych wyborów, w których nie było żadnego progu wyborczego. W takiej sytuacji łatwiej byłoby przebić się partiom nowym.

Coraz częściej wyborcy twierdzą, że nie mają na kogo głosować. To z jednej strony skutek niskich kwalifikacji moralnych i politycznych dotychczasowych partii, ich przywódców i parlamentarzystów. Z drugiej... - Ale ani ordynacja większościowa, ani blokowanie list tej sprawy nie rozwiąże. Chciałabym, żebyśmy zastanowili się co możemy zrobić jako Ruch na Rzecz Demokracji. Jak poprawić funkcjonowanie systemu parlamentarnego.






bogmis
bogmis
Latest page update: made by bogmis , Aug 2 2007, 2:10 PM EDT (about this update About This Update bogmis Edited by bogmis

892 words added

view changes

- complete history)
Keyword tags: None
More Info: links to this page
Started By Thread Subject Replies Last Post
POLAK-MALY BOJKOT WYBOROW 0 Sep 5 2008, 9:41 PM EDT by POLAK-MALY
Thread started: Sep 5 2008, 9:41 PM EDT  Watch
Obserwujac scene polityczna w Polsce od czasow okraglego stolu doszedlem do wniosku ze tylko powszechny bojkot wyborow moze spowodowac zmiane ordynacjii na wiekszosciowa z okregami jednomandatowymi.Mieszkam w USA i widze ze ta ordynacja zapewnia stabilizacje polityczna ,wyborca jest podmiotem.Wszyscy ktorzy sa za taka ordynacja powinni przestac chodzic na wybory .Rodak
Do you find this valuable?    
Keyword tags: None
bogmis Propozycja 0 Aug 3 2007, 5:20 AM EDT by bogmis
Thread started: Aug 3 2007, 5:20 AM EDT  Watch
Witam!

Przeczytałem artykuł. Ja sobie kiedyś wymyśliłem, że najlepszą z możliwych ordynacji jest ordynacja większościowa przy jednomandatowych okręgach wyborczych. Wiem, że zwłaszcza na początku w Sejmie będą przedstawiciele wielu różnych partii (po jednym, po kilku). Nie umiem podać najlepszej drogi dojścia do mojego ideału przy jednoczesnym minimalizowaniu kosztów (paraliżu Sejmu). Może jest wśród nas ktoś, kto w przeciwieństwie do mnie wie, jak to się odbywało w państwach zachodnich (od samych początków)? Jaka była, i na ile była kręta, droga do dzisiejszej sytuacji, gdzie np. człowiek zmieniający partie znika ze sceny itp.?

Zenon Parzyński
2  out of 2 found this valuable. Do you?    
Keyword tags: None
pwrzosin Nie do końca o ordynacji 0 Aug 3 2007, 5:00 AM EDT by pwrzosin
Thread started: Aug 3 2007, 5:00 AM EDT  Watch
ale za to o koalicjach http://papugi.blox.pl/html
3  out of 3 found this valuable. Do you?    
Keyword tags: None
Showing 3 of 3 threads for this page