Czy rządy koalicji Po i PSL zagrażają demokracji?This is a featured page

Mirosław Chałubiński

Nietrudno było zauważyć, że przegrana PiS oznaczała zniknięcie klimatu zagrożenia, które towarzyszyło wielu ludziom i całym zbiorowościom w okresie rządów J. Kaczyńskiego. „Odetchnąłem”, „odczułem ulgę” to często pojawiające się określenia po przegranej PiS-u w wyborach parlamentarnych w październiku 2007 roku. Owo poczucie braku bezpośredniego zagrożenia i związanych z tym dyskomfortów daje różnorakie, polityczne skutki. Jednym z nich jest rozpad LiD-u, niemożliwy raczej pół roku temu gdy różne partie wchodzące do tej koalicji „spajały” obawy przed PiS-em i skutkami jego dalszych rządów.

Zmiana stylu sprawowania władzy przysparza rządzącym dużej popularności. Świadczą o tym badania opinii publicznej wg których na PO skłonnych jest głosować pow. 50% respondentów a premier D. Tusk jest najbardziej wiarygodnym, polskim politykiem. Ale powtórzę, działa tu silnie kontrast z poprzednikami, bo PO jest postrzegana jako „antypis”. Natomiast rządząca koalicja jest przed podjęciem wielu kluczowych decyzji, choć w niektórych dziedzinach np. szkolnictwo wyższe (wraz ze szkodliwym – moim zdaniem – projektem zniesienia wymogu habilitacji w naukach społecznych) i prywatyzacja gospodarki, przybrały one bardziej szczegółowy kształt, sygnalizujący charakter planowanych działań.

W każdym razie dominuje atmosfera zadowolenia i bezpieczeństwa, która nie dopuszcza myśli o zagrożeniu demokracji w Polsce na skutek sprawowania rządów koalicji. A zagrożenia takie – o czym bardziej szczegółowo poniżej- niewątpliwie istnieją choć nie widać autorytarnych ciągot w PO i PSL i nie można powątpiewać w to, że przywiązanie tych partii do wartości demokracji, samorządu terytorialnego, społeczeństwa obywatelskiego jest szczere.

Demokrację pojmuję w tym miejscu szerzej niż to się zazwyczaj przyjmuje w politologii – nierzadko sprowadzając ją do procedur wyłaniania elit politycznych w wyborach zgodnych z prawem, cechujących się wolną konkurencją sił politycznych, kadencyjnością. Obejmuje ona także istnienie rozbudowanego społeczeństwa obywatelskiego, nieobecność wielkich nierówności ekonomicznych, potencjalny dostęp ludzi wywodzących się z różnych środowisk do ważnych stanowisk i innych cenionych społecznie dóbr. Demokracja to również powszechna partycypacja oświeconych obywateli dbających o dobro wspólne. Ideał ten zauważmy nigdy nie był i nie będzie w pełni zrealizowany. Jest on jednak zobowiązujący w naszej, współczesnej kulturze. Istnieją także stopnie jego urzeczywistnienia co może stanowić kryterium oceny różnych procesów zachodzących w różnych społeczeństwach.

Przy tak szerokim rozumieniu demokracji nietrudno jest dostrzec w Polsce wielu wysoce niepokojących zjawisk społecznych i politycznych, a niektóre z nich wiązałbym z politycznym rodowodem Platformy Obywatelskiej.

Tusk i kierownicze gremia PO formowały się w latach osiemdziesiątych pod wpływem idei neoliberalizmu. Czytano wtedy F.A. Hayeka, M. Friedmana i wielu teoretyków należących do szkoły chicagowskiej, zachwycano się polityką R. Reagana i M. Thatcher. Z neoliberalnym stylem myślenia wiąże się przekonanie, że własność prywatna jest z natury swej „dobra” a państwowa „zła” albo co najwyżej tolerowana. Zazwyczaj przekonanie to idzie w parze z niechętnym stosunkiem do Związków Zawodowych i egalitaryzmu. Rynek i konkurencja są głównymi regulatorami życia społecznego i gospodarczego a państwa (wszędzie!) powinno być jak najmniej. Z reguły z neoliberalizmem idzie też w parze konserwatyzm obyczajowy, podkreślanie związków z religią.

Te neoliberalne przekonania rzutują na zamiary PO w dziedzinie powszechnej prywatyzacji. Jej nieuchronnym skutkiem musi być dalszy wzrost nierówności społecznych ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Natomiast elementy konserwatyzmu zawarte w neoliberalizmie sprzyjają dalszej klerykalizacji państwa, jego ewolucji w stronę państwa wyznaniowego. PO wykazuje dużą podatność na działanie lobby kościelnego, tolerancję dla łamania prawa przez ludzi związanych z kościołem (np. antysemickie wystąpienia księdza Tadeusza Rydzyka i Jerzego R. Nowaka), jego uprzywilejowania w sprawach finansowych i lustracyjnych.[1] Rządząca koalicja wykazała w ostatnim okresie ustępliwość wobec żądań kościoła w wielu sprawach:

1. oceny z religii na świadectwach szkolnych i nadawaniu jej (choć sprawa nie jest ostatecznie rozstrzygnięta) statusu przedmiotu maturalnego,
2. brak refinansowania zapłodnienia in vitro,
3. wspieranie restryktywnej ustawy aborcyjnej (nazywa się ją niezgodnie z prawdą „kompromisem politycznym”).

***

Konserwatyzm obyczajowy rządzącej koalicji rzutuje także na jej stosunek do innych spraw np. dopuszczalności małżeństw homoseksualnych.

Ważne dla demokracji są inicjatywy PO dotyczące reformowania systemu politycznego. Niektóre z nich np. wykorzystanie Internetu do głosowania należy oceniać pozytywnie gdyż może to poważnie zwiększyć techniczne możliwości uczestnictwa politycznego.

Ale większość pomysłów PO budzi zasadnicze wątpliwości np. likwidacja senatu może obniżać jakość pracy legislacyjnej parlamentu, obniżenie ilości posłów utrudniłoby ich więzi z wyborcami których maja oni reprezentować. Niedawno zaś w związku z konfliktami premiera z prezydentem pojawiły się postulaty ograniczenia władzy prezydenta m. in. poprzez zabranie mu prawa veta.[2]

Jednak najważniejsze – i najbardziej kontrowersyjne – są pomysły PO dotyczące sposobu finansowania partii i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych.[3]

PO proponuje likwidację „starego” systemu dotacji i subwencji partii politycznych obowiązującego od 2001 r., polegającego na tym, że partie, które weszły po wyborach do parlamentu uzyskują zwrot kosztów kampanii i są finansowane przez państwo proporcjonalnie do ilości zdobytych mandatów. W zamian za to PO proponuje finansowanie partii politycznych z jednoprocentowych odpisów od podatków, które darczyńca może przekazać konkretnej partii. Krytycy tego pomysłu zwracają słusznie uwagę na to, że wielkość konkretnego odpisu zależy od bogactwa ofiarodawcy zaś ludzie zamożni w Polsce stanowią głównie klientelę wyborczą PO. Dyskryminowałoby to partie reprezentujące biedniejsze warstwy społeczeństwa. Ponadto uzależniałyby je od ofiarodawców, którzy – co należy realistycznie brać pod uwagę – wywieraliby wpływ na dobór kandydatów do parlamentu i na ich działalność.

Zasadnicze wątpliwości budzi też pomysł wprowadzenia systemu większościowego i jednomandatowych okręgów wyborczych. Działacze PO lansują ten pomysł powołując się na to, że sprawdził się on w praktyce i jest stosowany w wielu krajach świata m.in. w USA i Wielkiej Brytanii. Jego funkcjonowanie- twierdzą zwolennicy tych rozwiązań – zapobiega rozproszeniu politycznemu i sprzyja kształtowaniu się systemów dwupartyjnych i rządów jednopartyjnych. Partie mają szerokie poparcie społeczne i niewielkie są szanse ujawnienia się tendencji ekstremistycznych. Z reguły głosuje się na osoby znane i popularne, sprawdzone w działalności publicznej.

Natomiast krytycy tych pomysłów zwracają uwagę na to, że systemy większościowe w praktyce tworzą dysproporcjonalności w reprezentowaniu w parlamencie nawet dużych zbiorowości. Ponadto sama konstrukcja tych systemów sprzyja temu, że w wyborach parlamentarnych niemało jest głosów zmarnowanych. Może to potęgować zjawisko alienacji politycznej gdyż osłabia poczucie sprawstwa a tym samym podmiotowość obywatelską. Zauważmy, że nie oznacza to, że ordynacje proporcjonalne nie mają wad gdyż z kolei mogą one sprzyjać rozbiciu partyjnemu, nietrwałości tworzonych koalicji a tym samym słabości rządów, które nie są w stanie podejmować trudnych acz potrzebnych decyzji. Do pewnego przynajmniej stopnia mogą temu przeciwdziałać progi wyborcze dla partii i ich koalicji, które funkcjonują m.in. w naszym kraju.
Ale w moim przekonaniu zagrożeniem dla demokracji w polskim systemie politycznym jest sposób finansowania partii i wysokie progi zaporowe uniemożliwiające praktycznie „przebicie” się nowych inicjatyw politycznych, nowych partii (przykładem może być Partia Kobiet) a także artykulacji różnych potrzeb społecznych. System większościowy może tylko spotęgować te problemy.

Doniosłe dla współczesnej demokracji jest funkcjonowanie mass-mediów. Chodzi m. in. o to aby były terenem debaty publicznej poprzez prezentację w nich różnych poglądów i punktów widzenia, aby sprzyjały one kształtowaniu optymalnych decyzji, uczyły ważnych dla demokracji wartości jak tolerancja, pluralizm, gotowość do rozumienia inaczej myślących itp. Odnosi się jednak wrażenie, że nowa koalicja po brutalnej lekcji partyjnego zawłaszczenia mediów, której udzielił nam PiS, współdziałający z Samoobroną i LPR a wcześniej niewolny od wielu grzechów w tej dziedzinie SLD chce pójść w ślady swoich poprzedników. Ustawa o radiofonii i telewizji uchwalona przez parlament 25.04. br. będzie de facto przejęciem przez PO mediów publicznych gdyż duże uprawnienia względem nich mają władze państwowe.[4] Zanosi się na skuteczne prezydenckie veto o ile SLD i pozostałe patie wchodzące niegdyś w skład LiD- u nie poprą PO. Ale to wiąże to się nieuchronnie z korekturą ustawy i innym podziałem „łupów partyjnych”.

Jeśli uwzględnić jeszcze zaawansowane plany likwidacji opłat abonamentowych i prywatyzacji niektórych programów tzw. „publicznej” TV i radia, co oznacza dalszą komercjalizację mass-mediów można z niepokojem prognozować dalszą ekspansję kultury masowej, niewybrednej rozrywki a nie wartościowych treści i publicznych debat na tematy społecznie istotne.[5]

Z demokracją wiążą się też bardzo bezpośrednio wracające wciąż pomysły „podatku liniowego”. Zawsze były one lansowane przez PO, której przedstawiciele traktowali je (łącznie z prywatyzacją) jako panaceum na wytworzenie optymalnych warunków dla gospodarczej prosperity zauważmy iż wbrew historycznym doświadczeniom wielu krajów np. skandynawskich. Pomysły te są wciąż niedookreślone a wiele zależy od proponowanych progów podatkowych. O ile mi wiadomo nie otrzymują one też wsparcia PSL. Ale wg szacunkowych danych ich realizacja może zmniejszyć poważnie dochody budżetowe a tym samym możliwość dofinansowania dziedzin, które wymagają wsparcia państwa np. zdrowia, edukacji, kultury. W efekcie prawdopodobny jest dalszy wzrost nierówności społecznych.

Niepokoją również lansowane przez wielu wpływowych działaczy PO pomysły nowelizacji Kodeksu Pracy, ograniczające uprawnienia Związków Zawodowych i Inspekcji Pracy ułatwiające zarazem zwolnienia przez pracodawcę przedstawicieli różnych grup pracowniczych, także tych w wieku przedemerytalnym. Zobaczymy z jakim skutkiem.
Podsumowując stwierdzę, że jakkolwiek nie obserwujemy bynajmniej autorytarnych, etatystycznych ciągot w pierwszych miesiącach władzy koalicji PO i PSL to można powiedzieć, że rysują się zjawiska niepokojące, dalekie od zarysowanego wcześniej modelu demokracji.

Można mieć obawy, że obecne od początków transformacji tendencje do wzrostu nierówności majątkowych ulęgną pogłębieniu. Coraz bardziej widoczne są elementy państwa wyznaniowego. Nic nie wskazuje na to, że jakkolwiek siła polityczna (niezależnie od deklarowanego światopoglądu) odważy się zadzierać z tym ogromnie wpływowym lobby.
Najbardziej zagraża jednak demokracji coś innego. Przed rządzącą koalicją jest wiele trudnych problemów do rozwiązania w tym m. in. sanacja budżetu publicznego, konieczność reformy służby zdrowia. Próby reformy szkolnictwa wyższego (jeszcze przed opublikowaniem) wywołały wiele kontrowersji i zainicjowały trafną (przynajmniej w niektórych punktach) jego krytykę. Niesłychanie trudny może okazać się problem dokończenia prywatyzacji przemysłu planowany na lata 2009-2011. Opory społeczne może także wywołać reprywatyzacja.

Naiwnością byłoby sądzić, że popularność rządzących podejmujących te problemy pozostanie na tym samym wysokim poziomie, że nie ulegnie „zużyciu”. Nietrudno będzie wtedy zmobilizować niezadowolonych, podnieść hasła populistyczne, które „przełożą” się na głosy wyborcze. Nie wątpię, że uczyni to PiS, osiągający teraz w rankingach regularnie powyżej 20% i nie mający żadnych skrupułów w politycznej walce.

To stanowi dla polskiej demokracji, jak sądzę, największe niebezpieczeństwo.
_____________________________________________________________________________________


[1] A. Szostkiewicz Pustka po Papie, „Polityka” 2008/14; K. Brunetko Państwo konfesyjne, „Polityka” 2008/13
[2] A. Hall Prezydent czy premier? Obaj! „Gazeta Wyborcza” 31.03.2008.
[3] Polskie Radio Jedynka – Spory i kontrowersje (red. M. Modrzejewski rozmawia z J. Raciborskim, T. Żukowskim 1.03. 2008), (Rewolucja wyborcza. PO zmienia ordynację, PAP, 22. 01. 2008).
[4] J. Paradowska Egzekucja na raty, „Polityka”, 10.03. 2008 r.; J. Żakowski Mission possibile?, „Polityka”
[5] J. Zakowski Mission possibile?, „Polityka” 13/2008.


bogmis
bogmis
Latest page update: made by bogmis , May 6 2008, 5:28 AM EDT (about this update About This Update bogmis Edited by bogmis

1679 words added

view changes

- complete history)
Keyword tags: demokracja PO. PSL
More Info: links to this page
There are no threads for this page.  Be the first to start a new thread.